Cukiniowe spaghetti z sosem z dynii Zupa krem z batata i brokuła "Paleowsianka" dyniowo kokosowa Naleśniki kasztanowe Ciasteczka Samoa Ciasteczka kokosowo karobowe Spaghetti po bolońsku Rozgrzewający kapuśniak Czekoladowe ciasto z batatów Kromka chleba w 5 minut

Kakaowe tartaletki z owocami leśnymi i truskawkową pianką, bezglutenowe, paleo

Niedawno w TYM wpisie chwaliłam się moim najnowszym i nieco wymarzonym nabytkiem. Pierwszy raz zobaczyłam je chyba ze dwa lata temu, może więcej - tuż po tym, jak odstawiłam gluten i nabiał. Popatrzyłam na nie z żalem, wiedząc, że od dawna planowałam takie kupić, ale teraz to już bez sensu, bo przecież gluten nie, nabiał nie, cukier również nie za bardzo.. No i tak na nie patrzyłam niejednokrotnie przez te wszystkie miesiące. Później zaczęłam na nowo piec według nowych zasad i kolejny raz - nie, bo po co mi to, bo już foremek multum, bo zbędne.. W końcu przełamałam się i stwierdziłam, że kupię, ale przy kasie ponownie zrezygnowałam, bo.. a, szkoda pieniędzy.
W końcu po ponad dwóch latach wpadły mi w łapy na dobre, głównie za sprawą idealnej ceny, stąd dokupiłam drugą paczkę i mam - cztery foremki na mini tarty, a jak mnie najdzie ochota, to mogę zrobić tylko jedną. No idealnie, a pomysłów na ich wykorzystanie cała masa przecież!
No i wpadł pierwszy- standardowo przed wizytą u rodziców piekę jakieś ciasto, bo okazja do pieczenia jest, a i chętnych na nie więcej. Akurat jest nas czworo, więc tym razem każdy dostał po jednym ciastku i koniec dobroci (;
Przyznam się, w końcu nazwa bloga do czegoś zobowiązuje, że to nie jest to, co planowałam. Pieczone miały być tylko spody, reszta zupełnie surowa, przynajmniej pomijając krótkie zagotowanie masy, jednak owoce nie tknięte. I co wyszło? Że za małe proporcje przyjęłam i masy czekoladowej starczyło owszem, na cztery mini tarty, ale max do połowy ich wysokości :D Z bezą bawić się już nie chciałam, bita śmietana kokosowa mnie nie przekonuje, nabiałowa byłaby idealna, ale nie bardzo używam, więc.. pianka budyniowa. Coś, co chciałam już wcześniej zrobić, koniecznie na bazie własnego proszku budyniowego. Między innymi na tę potrzebę poprosiłam Tatę o ususzenie truskawek, których dostałam cały słoik - truskawkowy proszek to jest to!
Wyszło.. no inaczej niż planowałam, bo trochę kombinowania, ale kurczę, warto było, tak serio serio (: Jest wilgotno, mocno czekoladowo i kleiście, a całość dopełnia kwas owoców, no poezja (:


SKŁADNIKI:
(4 foremki o średnicy ok 13cm)
kruche ciasto:
- 1 i 1/3 szklanki mąki*
- 140g zimnego masła
- 1 żółtko
- 3 łyżki dowolnego słodu lub do smaku
- 2,5 łyżki kakao
mus czekoladowy:
- 40g kakao
- 30g dowolnego słodu (lub do smaku)
- 80ml mleka kokosowego
- 15-20g gorzkiej czekolady
- ok 160-170g mieszanki dowolnych owoców leśnych
pianka truskawkowa:
-1 białko
- 30g ksylitolu
- ok 16g truskawkowego proszku budyniowego**

+ dowolne owoce do przybrania

Składniki na ciasto posiekać nożem i zagnieść rękoma w jednolitą kulę, lub umieścić kielichu malaksera z końcówką mieszającą i blendować przez kilkanaście sekund, do czasu aż całość zlepi się w kulę. Gotowe podzielić na cztery równe części i każdą z nich wyłożyć brzegi i dno foremek, które dodatkowo należy nakłuć widelcem. Odstawić do lodówki w celu schłodzenia na ok 30 minut, a następnie piec przez ok 8 minut w 180 stopniach.

Kakao wymieszać z wybranym słodem i odrobiną mleka na jednolitą kleistą pastę. Zalać resztą mleka i podgrzać na niewielkim płomieniu do zagotowania. Czekoladę stopić w kąpieli wodnej i przelać do gotującej się masy. Gotować ok 3 minut, po czym zdjąć z ognia i wmieszać owoce. Odstawić do ostudzenia, a następnie rozlać równomiernie do upieczonych tart.

Białko ubić na sztywną pianę na wysokich obrotach, a następnie nie przerywając ubijania dodawać po odrobinie cukru. Ubijać do momentu, w którym cukier całkowicie się rozpuści. Wmieszać gotowy proszek budyniowy i rozprowadzić całość na musie z owocami. Na wierzchu każdej foremki rozłożyć dowolne owoce i ponownie wstawić do piekarnika na ok 10-15 minut w 180 stopniach.

UWAGI:
* - u mnie miks mąk kokosowej, kasztanowej i gryczanej w proporcji 1:1:1, ale może być to też pojedynczy rodzaj mąki, wedle preferencji
** - kupne proszki zawierają barwniki i aromaty. Ja użyłam domowej mieszanki 10g skrobi + 16g zmielonych suszonych truskawek. Możecie ususzyć je samodzielnie i przechowywać w słoiczku, lub poza sezonem kupić truskawki liofilizowane. Nad suszonymi mają tę przewagę, że po zmieleniu nie trzeba przesiewać ich przez sitko (;
- jeśli nie zależy Wam na piance, która u mnie, jak pisałam, była totalną improwizacją, pieczcie spody od razu ok 13-15 minut, a proporcje musu i owoców zwiększcie dwukrotnie.







**** wpis powstał we współpracy ze sklepem internetowym Senza.pl. Wszystkie składniki potrzebne do upieczenia tartalatek znajdziecie właśnie tam (: ****

senza logo



Uczta pod gołym niebem 2016
Pin It

Lody kawowe z polewą z tahini (wegańskie, paleo)

Bardzo proste lody, nad którymi w sumie nie ma się co rozpisywać. Ot jeden ze smaków, który chodził mi po głowie, kiedy zaopatrywałam się w foremki do lodów, a więc i kolejny do odhaczenia. Całość jest o tyle prosta, że, choć w sumie jak zawsze, proporcje składników regulujemy sami do smaku, zależnie od tego czy chcemy mocną kawę, czy kawę z mlekiem. Ja wybrałam coś po środku, choć nie chcąc zbytnio rozrzedzać masy polecam przygotować naprawdę mocną kawę, a ci spożywają, mogą posiłkować się kawą rozpuszczalną.


SKŁADNIKI:
- 2 mocno dojrzałe mrożone banany
- filiżanka mocnego espresso, schłodzonego w lodówce
- mleko kokosowe dla konsystencji i smaku
- opcjonalnie dowolne słodziwo [jeśli kawa okaże się zbyt mocna, lub damy jej zbyt wiele]

+ płynne tahini do polania

Standardowo - wszystkie składniki zblendować na jednolitą masę, sprawdzając jednocześnie smak. Jeśli chcemy mocno kawowe lody dajemy więcej kawy, jeśli wolimy tylko lekki jej posmak, dajemy więcej mleka, taka filozofia (;
Po wyjęciu lodów z foremki ułożyć je na pergaminie i polać pastą tahini. Przed jedzeniem odczekać kilka chwil, aż całość zastygnie i jeść ze smakiem (:

UWAGI:
- jeśli nie chcecie jeść lodów, lub nie macie foremek, ALBO jeśli zostało Wam ciut masy - zmieszajcie ją z resztą kawy. Kawa z mlekiem kokosowym i mrożonym bananem jest cudowna, uwierzcie <3






Pin It

Bezglutenowa tarta z musem z mango

Pisałam jakiś czas temu na facebooku o moim podejściu do przetworów z owoców w kontekście jedzenia świeżych vs przetwarzania je na lody. Jak widać lody już się w międzyczasie na blogu pojawiły, więc o ile nadal w większości zjadam owoce na świeżo bez obróbki, o tyle trochę zluzowałam. Drugą kwestią jest to, że nie wiem jakim cudem, nagle uzbierało się w mojej kuchni siedem sztuk dorodnych owoców mango i jak na złość wszystkie dojrzewając mniej więcej w równym tempie. Stąd też pomysł o przerobieniu choć niewielkiej części na ciasto, a skoro jest lato i są upały, zdecydowałam się na lekką chłodną tartę z delikatnym musem na bazie żelatyny (rozważałam również mango curd i taka opcja też sprawdzi się rewelacyjnie).
Tym razem spód jest nieco inny niż zwykle, ponieważ postanowiłam pokombinować z mąkami. W moim przypadku użyłam miksu kokosa, gryki, ryżowej i ziemniaczanej, co dało ciasto utrzymujące formę, ale za to kompletnie kruche i duszące, mimo że smaczne. Dlatego jeśli chcecie kruchego z dodatkiem mąk zbożowych, polecam dodanie samej gryki lub jagła.



SKŁADNIKI:
(na formę ok 22cm)
Ciasto:
- 1 szklanka mąki*
- 100g zimnego masła pokrojonego w kostkę
- 1 żółtko
- 2 łyżki kakao
- 2-3 łyżki cukru kokosowego/ksylitolu/innego

Mus:
- 2 bardzo dojrzałe większe mango
- 3 łyżeczki żelatyny + odrobina wrzątku
- coś do posłodzenia [cukier kokosowy/ksylitol/miód/syrop klonowy/inny syrop]
- coś do zakwaszenia [u mnie witamina C w proszku, może być sok z cytryny]

Składniki na ciasto umieścić w misie blendera i zmielić aż połączy się w jednolitą kulę, lub umieścić na stolnicy i zagnieść za pomocą dłoni [wcześniej można całość posiekać nożem o szerokim ostrzu], byle tylko za mocno nie ogrzać w dłoniach. Gotowym wylepić formę do tarty/tortownicę, spód ponakłuwać widelcem i odstawić do lodówki na ok pół godziny. Po tym czasie wstawić zimne ciasto do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec przez około 13-15 minut.

Mango obrać, umieścić w misie blendera i zblendować na płyn. Dosmaczyć według preferencji. Żelatynę zalać gorącą, lecz nie gotującą się wodą, rozmieszać i połączyć z mango. Przelać na upieczony i ostudzony spód i wstawić do lodówki do stężenia.

UWAGI:
* - 50/50 dla wersji paleo lub po 1/3 mąk kokosowej, kasztanowej i gryczanej
- jeśli masa z mango zbytnio się napowietrzyła i nie chcecie bąbelków powietrza, przelejcie ją przez sito





Pin It

Lody dyniowo karobowe na patyku (wegańskie, paleo)

Od dłuższego czasu moją kolację stanowią przeważnie węglowodany, zaś od czerwca, może dłużej, są to często owoce. Zaczęło się od prostych deserów lodowych, poprzez ryż z owocami, aż do sałatek owocowych, ale powróćmy do tej pierwszej opcji. Deser lodowy to w moim przypadku były po prostu zmrożone owoce zmiksowane ze śmietanką kokosową i wstawione ponownie do zamrażarki na 10-15 minut już w pucharku. Typowymi lodami ciężko więc było to nazwać, ot słodki, pysznie lodowaty mus o dowolnym smaku. Podstawą był oczywiście banan, do którego na spółkę wygrzebałam zmrożone truskawki, a wraz za nimi.. pojemniczek puree z pieczonej dyni <3 bomba! Kompletnie o nim zapomniałam, a że dynię uwielbiam, postanowiłam i ją wmiksować w masę. Co mi wyszło? Mały okropny uzależniacz, śmietankowe, kremowe o wyraźnym posmaku dyni.. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, ale że do jesieni daleko, a o świeżą dynię teraz ciężko, postanowiłam użyć kupnej mrożonej dyni. Jej smak wprawdzie nie jest tak rewelacyjny, jak smak pieczonej hokkaido, ale daje radę w podobnym stopniu - śmiało można zamienić, a resztę przeczytacie poniżej (:
Przed Wami kolejne lody tego lata, dyniowo-bananowe z karobem, kolejny raz w brzydkich i co do Ikei niepodobne, niepraktycznych foremkach, no ale jak się nie ma co się lubi, to.. przynajmniej stara się doceniać, że ma się cokolwiek (;



SKŁADNIKI
[na 6 małych lodów]
- ok 175g dyni
- 1 i 1/2 dojrzałego banana (moje prawie rozpadały się w rękach)
- cynamon
- karob
- 2-3 łyżki gęstego mleka kokosowego

Dynię, jeśli surowa należy uprzednio pokroić w kostkę i upiec, jeśli mrożona, udusić do miękkości. Ostudzić, przełożyć do blendera, dodać banana, cynamon i mleko, a następnie zblendować na jednolitą masę. Całość przelać do dwóch szklanek dzieląc na dwie części, niekoniecznie na pół - wedle uznania. Do jednej ze szklanek dodać karob w ilości dowolnej i wymieszać do połączenia.
Foremki napełniać naprzemiennie "czystą" i karobową masą. Mrozić przez kilka godzin, a przed konsumpcją przelać foremki wrzątkiem, w celu sprawnego wyjęcia loda ze środka.

UWAGI:
Przepis ląduje pod tagiem AIP-FODMAP, dla tych którzy mogą sobie pozwolić na karob, lub wprowadzają karob/kakao do rozszerzenia diety. W przeciwnym razie odkładamy karob na bok i robimy lody jednokolorowe (:





Pin It

Tort czekoladowy z malinami lub tort czekoladowy z Meksyku; bezglutenowy, paleo

Tort, którego upieczenie było dla mnie niezłym dylematem. Zazwyczaj staram się piec jak najprościej [choć kiedyś było zgoła inaczej, a to dawało mi prawdziwą frajdę] i co najważniejsze, nie przesadzając z ilością cukru. Wypiek miał być dla Taty na Dzień Ojca. Taty wielbiciela czekolady, więc pierwsze co przyszło mi do głowy to ten tort. A jest to tort szczególny, ponieważ zupełnie pierwszy, jaki upiekłam dla swojego chłopaka na jego 21 urodziny, czyli.. oj, dawno i nieprawda (;
W oryginale jest to Tort Czekoladowy z Meksyku, na mące pszennej, z nabiałem i kupą cukru. Dosłownie kupą cukru. Pamiętałam jednak jak niezwykle wówczas nam smakował, mimo, że za słodki. Ciężki, wilgotny, przełożony mocno kakaowym kleistym kremem, cudo. Dlatego też była to pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, kiedy zastanawiałam się nad tortem dla Taty. Żadne tam bezy, kremy czy budynie - ciężka czekolada!
Tak więc - tort wybrany, zmodyfikowany, proporcje zmniejszone na 16cm tortownicę + o wiele mniej słodu i co najważniejsze - zrezygnowałam z karmelu na rzecz malin. Po pierwsze, co za dużo to niezdrowo, po drugie.. no nie chciało mi się, a po trzecie - niech się chowa karmel przed malinami skąpanymi w czekoladzie, strzał w dziesiątkę i nie ma co dyskutować.
Tort dodatkowo otwiera tag 'samuraj', bo choć po zboża sięgam od dawna w niewielkich ilościach, to na blogu żaden przepis jeszcze nie miał okazji zagościć. Więc będzie ten torcik, ale szczegóły odnośnie mąk macie poniżej (;


SKŁADNIKI:
[na foremkę 16cm]
Ciasto:
- 100g mąki*
- 25g kakao/karobu**
- 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
- szczypta soli
- 2 łyżki bardzo mocnego [!] espresso lub 1 łyżka kawy rozpuszczalnej w 1 łyżce ciepłej wody
- 2-3 łyżki gęstego mleka kokosowego
- 1-2 łyżki whisky opcjonalnie
- 1 łyżeczka octu jabłkowego
- 1 białko
- 1 żółtko
- 40g miękkiego masła
- maksymalnie 100g ksylitolu, lub mniejsza ilość miodu
+ tłuszcz do wysmarowania tortownicy

Krem:
- 65g kakao/karobu**
- maksymalnie 80g ksylitolu lub mniejsza ilość miodu
- 190ml mleka kokosowego***
- 35g bardzo gorzkiej czekolady
- 2 łyżki whisky opcjonalnie
- ziarenka z 1-2 lasek wanilii

Dodatkowo:
- ok 150g malin, lub innych jagodowych owoców.

Krem na spokojnie można przygotować dzień wcześniej, smaki lepiej się przegryzą. Kakao i ksylitol/miód wymieszać i zalać taką ilością mleka, aby powstała gęsta pasta. Wówczas dodać resztę mleka, wymieszać i wstawić na gaz. W tym czasie stopić czekoladę w kąpieli parowej lub mikrofalówce. Gotować ok 3 minuty, zdjąć z ognia. Dodać czekoladę, whisky i wanilię, ostudzić, przykryć i wstawić do lodówki.

Mąkę wymieszać z kakao, sodą i solą. W oddzielnej miseczce połączyć kawę, mleko, whisky i ocet.
Masło utrzeć z wybranym słodem na puch. Dodać 1/3 miksu mąk i zamieszać. Ponownie dodać 1/3 miksu mąk oraz 1/2 miksu kawowego i połączyć. Na koniec dodać resztę składników i ponownie połączyć. Białko ubić na sztywną pianę, na koniec wmiksować żółtko i delikatnie połączyć z ciastem.
Całość przelać do wytłuszczonej tortownicy. Piec ok 25-30 minut w 180 stopniach.
Po upieczeniu i wystudzeniu przekroić na dwa blaty. Masę podzielić na dwie części. Jedną wyłożyć częściowo na blat, ułożyć gęsto maliny i przykryć resztą połowy masy. Przykryć wierzchem ciasta i rozsmarować na nim drugą połowę kremu. Schłodzić w lodówce.

UWAGI:
* - użyłam miksu na oko: kasztanowa, gryczana, ziemniaczana i chyba łyżka ryżowej, ale można użyć samej kasztanowej, lub kombinować. Ciasto wychodzi ciężkie tak czy siak, a oryginał był na czystej pszennej.
** - miałam mało kakao - wszędzie użyłam miksu z karobem, którego smak mi odpowiada, więc jeśli i Wy go lubicie, zastępujcie śmiało
*** - zauważyliście, że tort jest bardzo kaloryczny? Ja również. Mleko krowie ma o wiele mniej kalorii, więc jeśli tort ma być bez nabiału, a Wy nie chcecie piec kalorycznego potwora, polecam wydoić mleko kokosowe własnoręcznie, ewentualnie mleko migdałowe, lub inne wybrane. Na taką ilość zużyłam 1/2 szklanki wiórków i 1 szklankę wrzątku, a jeszcze zostało mi ciut do skosztowania. Resztkę wiórków zmiksowałam z dwoma świeżymi daktylami i odrobiną tłuszczu, wyszła mi smaczna papka-przekąska.






Oryginalny przepis pochodzi z książki KUCHNIE ŚWIATA Kuchnia Meksykańska, przepisy zebrane przez Martę Orłowską

Pin It
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Technologia Blogger.
JemyZdrowo.pl